# 1409
(Could mortal lip divine)
Gdyby śmiertelna warga mogła
Przeczuć Ładunek, który drzemie,
Skulony, w wymawianej zgłosce -
Zmiażdżyłoby ją w proch to brzemię.
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1442
(To mend each tattered Faith)
Załatać podartą Wiarę
Zawsze umie ta lekka
Igła, co nie zostawia szwu —
Powietrzem się ją nawleka —
I choć Wiara nie będzie w noszeniu
Taka, jakbyś jej nigdy nie Rozdarł,
Jest tak jak przedtem obszerna
I nawet całkiem wygodna —
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1445
(Death is the supple Suitor)
Śmierć - to ów giętki Konkurent,
Który zdobywa nas w końcu -
Ukradkowe zaloty
Najpierw sprowadzający
Do niejasnych aluzji,
Insynuacji mętnych,
Lecz wreszcie z fanfarami
W powozie wpół rozciętym
Zabiera nas triumfalnie
Przed ołtarz Wiary nieznanej
I na łono Rodziny
Czułej jak chłód Porcelany.
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1459
(Belshazzar had a Letter --)
Baltazar list otrzymał,
nie więcej niż jeden list,
korespondent w jednym zdaniu
wypowiedział się wszystek.
W tym niezdarnym egzemplarzu
- nas wszystkich sumienia
mogą czytać bez binokli
na murze Objawienia.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 1463
(A Route of Evanescence)
Więc - trasą zanikania
jak przy obrotach koła
rezonans szmaragdowy,
koszenilowy poryw.
A potem na całym kwietnym krzaku
potarganych płatków wiele...
Czyżby to poczta z Tunisu taka,
jednego ranka przelot?
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
* * * * *
Do Uniewidocznienia
Rozwirowany Obrót
Obu skrzydeł - Rezonans
Szmaragdu - Zryw Cynobru -
Na Krzewie każdy Kwiat przygładza
Potarmoszone Płatki -
Poczta z Tunisu? już? - Poranny
Lot musiał dziś być łatwy -
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1510
(How happy is the little Stone)
Ileż ma w sobie Szczęścia Kamyk -
Bez lęku przed Koniecznościami,
Nie dbając o Kariery przebieg,
Toczy się Drogą sam przed siebie -
W Burej Powłoce zawarł prostą
Sumę barw, jakie miewa Kosmos -
Jak Słońce niezależny, istnieć
Potrafi sam lub w towarzystwie,
Bez komplikacji, planu, trudu
Spełniając Dekret Absolutu -
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1523
(We never know we go when we are going --)
Odchodząc — nie wie się, że się odchodzi —
Nie na serio Drzwi za sobą przymykamy —
Los — tymczasem — zatrzaskuje rygle -
Bezpowrotnie — za naszymi plecami —
[tł. Stanisław Barańczak]
* * * * *
Nie wiemy, że to odejście...
Wesoło wychodzi ktoś z bramy,
los zasuwa za nami rygle
i - już więcej nie wracamy.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 1524
(A faded Boy -- in sallow Clothes)
Wyblakły chłopak w kurtce ziemistej,
co gna samotną krowinę
na zwiędłe niepamięci pastwiska,
coś męża stanu przypomina.
Wyginęły gwiżdżące chłopaki...
Wdzięczne żywicielki - krowy
do obory wraz z balladami zamknięto
w przeszłości koniczynowej.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 1525
(He lived the Life of Ambush)
W zasadzkach życia pędził dni,
Długo wędrował w cieniu
I gwiazdka towarzyszy dziś
Obłocznemu imieniu.
Któż mu tak wierny jest jak my -
Duchy nie do zdobycia -
Wszystkie nieśmiertelności sny
W jedynej gwiazdce życia.
[tł. Artur Międzyrzecki]
# 1540
(As imperceptibly as Grief)
Niepostrzeżenie jak Żal
Lato się ulotniło —
Zbyt nieuchwytnie, by można
Odczuć to jako Złośliwość —
Destylat Ciszy gęstniał
Jak Zmrok rozpuszczony w powietrzu
Lub Natura, w odosobnieniu
Sama z sobą spędzająca wieczór —
Zmierzch pojawiał się wcześniej —
Obco jaśniał Poranek —
Łaska uprzejma, lecz męcząca
Jak Gość tuż przed pożegnaniem —
I tak, choć nie obdarzone
Skrzydłami ani Stępką,
Lato leciutkim lotem
Odpłynęło wprost w Piękno.
[tł. Stanisław Barańczak]
* * * * *
Lato minęło jak żal
nieznacznie, prosto,
tak że nie wyglądało to
wcale na podstęp.
Cisza przesiana przez zmrok
dawno kiedyś zaczęty.
Przyroda sam na sam z sobą
spędzająca przedwieczór święty.
Wcześniej zapadał zmierzch...
Ranek - jak obcy ktoś -
pełen grzecznego wdzięku wnet
odchodził, niechętny gość.
I tak, bez żadnych skrzydeł,
ni chwiania łodzi miękkich,
lato leciutko uleciało
ulatniając się w - Piękno.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 1544
(Who has not found the Heaven -- below --)
Kto nieba nie znalazł tu — w dole —
Ten nie znajdzie go i w Niebie samym —
Dom sąsiedni wynajmują Anioły,
Dokądkolwiek się przeprowadzamy —
[tł. Stanisław Barańczak]
* * * * *
Ten, kto nie znalazł tu w dole nieba,
rozminie się z nim i na wysokości.
Przybytek Boga jest tuż koło nas,
z całym ekwipunkiem miłości.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 1551
(Those -- dying then)
Umierający - dawniej -
Wiedział - że wnet się znajdzie
Tam - w Prawej Dłoni Pana -
Dziś - Pan się ukrył - Dłoń -
Amputowana -
Wyrzec się Wiary - jakże
Maleje reszta Świata -
Lepszy już Błędny Ognik
Niż zupełny Brak Światła -
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1577
(Morning is due to all --)
Ranek należy się wszystkim -
Niektórym - Nocna Pora -
Monarszej garstce -
Aurora.
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1587
(He ate and drank the precious Words --)
Żywił się cenną mową, pił ją,
duch jego nabierał siły.
Już nie czuł ni własnej nędzy,
ni że zewłok ciała jest pyłem.
Przetańczył swoje spłowiałe dni,
a skrzydła swe przekazał
w księdze. O jakąż wolnością lśni
duch, kiedy się oswobadza!
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 1593
(There came a Wind like a Bugle --)
Nadleciał Wiatr jak głos Trąbki -
Przeniknął Trawę dreszczem -
Zielone Zimno przez Upał
Przebiegło, tak złowieszcze,
Żeśmy, drzwi ryglując, przed Zjawą
Szmaragdową w domu się skryli -
Elektryczny Mokasyn* Zagłady
Przemknął obok w tej samej chwili -
Tłum Drzew był nie do poznania,
Gdy napierał na Płoty i dyszał,
Rzeki w okna zaglądały domom,
Sprawdzając, kto żył jeszcze - Dzisiaj -
Dzwon bił w oszalałej dzwonnicy,
Przekazując polom wietrzne wieści -
Tyle zjawia się,
Tyle znika,
A wciąż wszystko w tym Świecie się mieści!
* silnie jadowity wąż północnoamerykański z rodziny grzechotników
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1603
(The going from a world we know)
Odejść ze świata, który znamy,
W ten nie zgłębiony jeszcze
To - jak trud czekający dziecko,
Gdy mu otwartą przestrzeń
Zamyka wzgórze: za nim - magia
Tajemnicy majaczy -
Ale - czy wgląd w nią wynagrodzi
Samotność tej wspinaczki?
[list 907, Do Louise i Frances Norcross, początek sierpnia 1884; tł. Stanisław Barańczak]
# 1624
(Apparently with no surprise - Death and life)
Nie przerywając najwyraźniej
Zabawy Ogrodowi -
W odruchu przypadkowej mocy -
Przymrozek ściął Kwiatom głowy -
Zbir jasnowłosy rusza dalej -
A Słońca niewzruszona droga
Odmierza jeszcze jeden dzień
Za aprobatą Boga.
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1627
(The pedigree of Honey)
Wersja I:
Genealogia Miodu
Pszczół wcale nie obchodzi -
Ani Ekstaz rodowód
Motylom nie przeszkodzi
W mieniących się podróżach na
Szczyt niewidzialnych rzeczy -
Swobodny lot do Tripoli
Jest dla nich istotniejszy.
Wersja II:
Na Genealogię Miodu
Pszczoła uwagi nie zwraca -
Poletko Koniczyny -
To dla niej Arystokracja -
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1632
(So give me back to Death --)
Oddaj mnie z powrotem śmierci -
Śmierci, której się nigdy nie bałam,
Wyjąwszy to, że pozbawiła mnie Ciebie!
I teraz odwołana przez życie
We własnym grobie swobodnie oddycham -
Wymierzam jego długość i wielkość -
To wszystko, co może odgadnąć piekło -
I wszystko, co może podejrzewać niebo -
[nap. 1884 - po śmierci Otisa P. Lorda; tł. Aleksander Rogalski]
# 1695
(There is a solitude of space)
Jest samotność przestrzeni,
Samotność oceanu,
Samotność śmierci - lecz wszystkie
Igraszką są w porównaniu
Z tym innym odosobnieniem,
Polarnym tchnieniem głuszy:
Skończoną nieskończonością
Zamkniętej w sobie duszy.
[tł. Artur Międzyrzecki]
# 1700
(To tell the Beauty would decrease)
Wyrazić piękno - to je pomniejszyć,
Wyrazić czar - to go naruszyć.
Jest morze bez sylab,
którego znakiem jest ten czar.
Trudzę się, by znaleźć to jedno słowo -
spotyka mnie klęska.
Lecz doznaję ekstazy,
jakbym odziedziczyła w spadku -
introspektywne kopalnie.
[tł. Aleksander Rogalski]
# 1719
(God is indeed a jealous God --)
Bóg w samej rzeczy jest zazdrosny -
Jak dziecko - znieść nie potrafi,
Że każdy z nas z innymi ludźmi
Chętniej niż z Nim się bawi.
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1731
(Love can do all but raise the Dead)
Miłość nie umie tylko wskrzeszać -
Choć i do tego cudu
Byłaby zdolna - gdyby ciało
Warte było jej trudu -
Lecz nawet gigant musi czasem
Spać - zjeść coś - chwilę wytchnąć -
A wtedy - jaśniejącej Flocie
Pozwala w dali niknąć.
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1732
(My life closed twice before its close -- - Parting)
Dwakroć przeżyłam życia koniec —
Ale wciąż czekam przecież,
Czy Nieśmiertelność mi odsłoni
Jakieś zdarzenie trzecie —
Przytłaczająco niepojęte
Jak tamte dwa dalekie.
Rozstanie: tylko tę rzecz znamy z nieba,
Tylko ją nam wystarczy znać z piekieł.
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1736
(Proud of my broken heart, since thou didst break it)
Dumna ze złamanego serca, skoroś ty je złamał,
dumna z bólu, którego przedtem nie zaznałam,
i z mroku, który ty przepajasz księżycami.
A korna, bo golgoty twej podzielić mi nie dano.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 1737
(Rearrange a "Wife's" affection!)
"Żony" zachwiać przywiązaniem?!
Wpierw niech mózg mój zmianie poddam,
niech utracę biust z piegami
a mężczyzny zyskam brodę.
Wstydź się, duchu, swej pustoty,
wstydź się, zapoznana glino!
Lata służby więcej znaczą
niż ślub byle kobieciny!
Niewzruszona z posad miłość,
ufność - lecz w bolesnym drżeniu,
stałość ogniotrwała, owszem!
Rozpacz, ta - bez złagodzenia.
Triumfalnie dźwigam ciężar,
tak że męki - nikt nie świadom,
wszystkie ciernie niosąc we dnie,
a na wieczór kładąc diadem.
Sekret - skryty opatrunkiem -
dotąd nie wychynie pewno,
aż znużony dzień powszedni
w grobie sam ci go wyśpiewa.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 1738
(Softened by Time's consummate plush)
Grzęznąc w najmiększych pluszczach Czasu,
Traci kanciastość nieszczęście -
Taran, co groził całe lata
Naszej fortecy dziecięcej.
W przepołowionych sroższym bólem
Ta rozpacz zazdrość dziś budzi:
Wciąż łatwo było odbudować,
Co obróciła w gruzy.
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1741
(That it will never come again)
W tym, że nie zdarzy się na nowo,
Jest cała słodycz życia.
Takiej pewności żadna inna
Wiara nam nie użycza.
Jeśli coś będzie, to najwyżej
W odrębnym stanie czy bycie —
Ta pewność budzi w nas apetyt
Dokładnie odwrotny: na życie.
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1743
(The grave my little cottage is)
Prowadzę dom dla ciebie...
Mój grób to moja chata,
gdzie salonik porządkuję,
zastawiam marmurową herbatę
dla dwojga rozdzielonych na krótko,
na jeden cykl, być może,
aż do czasu, gdy wieczne życie
spójnię między nami dwojgiem utworzy.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 1755
(To make a prairie it takes a clover and one bee)
By zrobić łąkę, starczy koniczyna
I jedna pszczoła -
Koniczyna i pszczoła.
I marzenie, co je przywoła.
Wystarczy byś marzenie snuł,
Jeśli jest mało pszczół.
[tł. Artur Międzyrzecki]
* * * * *
By stworzyć prerię, starczy jeden zgoła
Kwiat koniczyny,
Marzenie
I pszczoła.
Jeśli pszczół nie ma ani na lekarstwo,
Same rojenia wystarczą.
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1760
(Elysium is as far as to - Suspense)
Elizjum jest przez ścianę —
To ten sąsiedni pokój,
W którym ktoś Bliski czeka
Zbawienia lub Wyroku —
Ile hartu w Duszy — że to znosi,
Gdy coraz bliżej brzmi
Stąpanie nadchodzących Stóp —
Skrzyp otwieranych Drzwi —
[tł. Stanisław Barańczak]
* * * * *
Elizjum jest nie dalej
niż do sąsiedniego pokoju,
jeśli cię tam właśnie czeka
nieszczęście lub szczęście twoje.
Jakiż hart krzepi taką duszę,
że potrafi znieść bez tchu
rytm zbliżających się kroków,
drzwi otwieranych stuk!
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 1765
(That Love is all there is)
Miłość jest wszystkim, co istnieje —
To wszystko, co o niej wiemy;
Wystarczy — ciężar wozu musi
Stosowny być do kolein.
[tł. Stanisław Barańczak]
# 1774
(Too happy Time dissolves itself)
Po Szczęściu, kiedy się rozpłynie,
Nie pozostanie ślad ni osad -
To Męka nie ma Piór - lub nazbyt
Jest ciężka, by się wzbić w niebiosa -
[tł. Stanisław Barańczak]
Emily