# 401
(What Soft -- Cherubic Creatures --)
Ileż Anielskiej Łagodności
W tych Damach - czymś urazić
Którąś - to tak, jak zbrojny napad
Na Plusz - gwałcenie Gwiazdy -
Te Muślinowe Przekonania -
Wysubtelniona Zgroza,
Gdy piegi pstrzą Naturę Ludzką -
Gdy wtrąca się Dłoń Boża -
Tak pospolita jest - ta Chwała -
Byle Rybaka na nią
Stać - Odkupienie - tak zawstydza
Tę Delikatną Panią -
[tł. Stanisław Barańczak]
# 409
(They dropped like Flakes --)
Padali jak płatki, jak gwiazdy,
jak przekwitająca róża,
kiedy nagle w sam środek czerwca
wiatr smukłe palce nurza.
Poginęli - nie znajdą ich oczy -
w trawie gęstej bez jednego szwu...
Ale Bóg według nieodwołalnego spisu
każdą z twarzy powoła znów.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 413
(I never felt at Home -- Below ---)
Nigdy nie czułam się jak w Domu
Tu w Dole - i podobnie
Obco mi będzie wśród Ogromu
Nieb - nie przemawia do mnie
Raj - bo Niedziela tam - niezmiennie -
Bez przerwy Święto nudne -
Samotnie będzie mi w Edenie
W Środowe Popołudnie -
Gdybyż Bóg mógł gdzieś pójść z wizytą
Lub zapaść w Drzemkę lekką
I przymknąć na nas Oko - ale
On Sam jest - tą Lunetą
Śledzącą nas Odwiecznie - ja zaś
Wymknęłabym się spod pieczy
Pana - Świętego Ducha - Wszystkich -
Gdyby nie "Sąd Ostateczny"!
[tł. Stanisław Barańczak]
# 419
(We grow accustomed to the Dark --)
Przyzwyczajamy się do Mroku -
Gdy Światło w tył odbiega -
Jak ta Latarnia - którą Sąsiad
Świadczy wciąż - że nas Żegna -
Przez Chwilę - jeszcze krok niepewny -
Noc ciągle nazbyt nowa -
Aż dostosuje się do Mroku
Wzrok - i wygładzi Droga -
Tak też z większymi - Ciemnościami -
Zmrokiem, co Mózg ogarnia -
Gdy w czaszce Księżyc ani Gwiazda
Nie błyśnie - jak Latarnia -
Dzielniejsi - kroczą po omacku -
Niekiedy Pień im wyjdzie
Naprzeciw - grzmotnie w Czoło - ale
W miarę, jak uczą się widzieć,
Albo to Ciemność rzednie -
Albo czasem - sam Wzrok wie -
Jak zżyć się z Nocą - i Życie
Stąpa prawie bez potknięć.
[tł. Stanisław Barańczak]
# 421
(A Charm invests a face)
W twarzy niedokładnie widzialnej
urok się mieści.
Dama nie chce podnieść woalki,
by nie uleciał.
Wypatruje spoza ogniw siatki
i pragnie, i odmową drażni...
Bo a nuż bliskość zmąci zachwyt,
co go syci wyobraźnia?
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 429
(The Moon is distant from the Sea --)
Daleko księżycowi do morza,
lecz jego dłoń z bursztynu
prowadzi je, posłuszne,
wzdłuż piasków krętej linii.
Nigdy się morze nie zmyli:
powolne jego oku,
dojdzie aż dotąd ku miastu,
i dalej - ani kroku.
Luby, twoja - z bursztynu ręka,
moje zaś - dalekie morze
posłuszne do ostatka rozkazom,
które wzrok twój na mnie włożył.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 431
(Me! Come! My dazzled face)
Jak to - ja? Moja twarz oślepiona
W tak pełnych blasku stronach!
Słyszysz - ja! Moje obce uszy
Powitalna wrzawa - tam - ogłuszy!
Nieśmiałych kroków święci
Nie zatrzymują w pamięci -
Moim świętem będzie, jeżeli
Będą - o mnie - wiedzieli -
Moim rajem - i sławą wszystką -
Gdy wymówią moje nazwisko!
[nap. 1862, odn. 1896; tł. Ludmiła Marjańska]
* * * * *
Ja miałabym, ja? Moja twarz olśniona
w takim miejscu? W tak jasnych stronach?
Ja słyszałabym, ja!... Obce moje ucho
- tak wdzięczne, słodko witającą nutę?!
Naszym to nieśmiałym stopom na spotkanie
mieliby wyjść święci z powitaniem?
Wypoczynkiem moim stanie się, mym świętem
to, że każde z nich mnie pamięta;
moim rajem, moją gromką sławą
to, że każde z nich moje imię wymawia.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 435
(Much Madness is divinest Sense --)
Czyste Szaleństwo to najwyższy Rozum -
Gdy je przeniknąć Zrozumienia błyskiem -
A czysty Rozum to upadek w Obłęd -
Lecz Większość - jak we Wszystkim -
Narzuca swoje Kategorie -
Przyjmij je - jesteś Normalny -
Odrzuć - czekają na Furiata
Kajdany i Kaftany -
[tł. Stanisław Barańczak]
# 436
(The Wind -- tapped like a tired Man --)
Wiatr - jak znużony Gość - zastukał -
Więc śmiało - jak Gospodarz -
Rzuciłam "Proszę wejść" - i tak
Znalazł się w moich Progach
Śpieszny, stóp pozbawiony Przybysz -
Prośba, by usiadł - choć grzeczna -
Byłaby czymś jak podsuwanie
Sofy pod bezmiar Powietrza -
Rąk nie wiązała mu żadna
Kość - w jego Mowie brzmiał śpiewnie
Brzęk chmar Kolibrów, co zawisły
Przy jakimś wyniosłym Krzewie -
Miał w sobie coś z Wezbranej Fali -
Palcami trącał w biegu
Wszystko - i wydobywał Szklaną
Muzykę ze wszystkiego -
Pobył przez chwilę - wciąż w przelocie -
A potem znów nieśmiało
Zastukał - jakby czymś spłoszony -
I zostawił mnie samą -
[tł. Stanisław Barańczak]
# 437
(Prayer is the little implement)
Modlitwa - drobne urządzenie
Do dosięgania Tego,
Kto nam odmawia Obecności.
Tym urządzeniem w Niebo
Ciskamy Słowa - w Ucho Boga -
I ta możliwość nikła,
Że dotrą - to sens Aparatu,
Którym jest każda Modlitwa -
[tł. Stanisław Barańczak]
* * * * *
Pacierz - to drobne narzędzie,
którym śmiało sięga człowiek
tam, gdzie obecność nie sięgnie,
ciskając słowo po słowie
przyrządem tym w ucho boże... I czeka.
Jeśli Bóg usłyszy człowieka
- to streszcza sens aparatu
zwanego pacierz.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 439
(Undue Significance a starving man attaches)
Nadmierną wagę głodujący
Przywiązuje do pożywienia -
Dalekie - wzdycha - więc nieosiągalne -
I dlatego dobre - z oddalenia -
Cóż za ulga zasiąść do stołu -
Lecz smak umknął -
Widzisz jaskrawo -
W tym przepisie - oddalenie było
Najwonniejszą przyprawą -
[nap. 1862, odn. 1891; tł. Ludmiła Marjańska]
# 441
(This is my letter to the World)
To jest mój list do świata,
Który nigdy nie pisał do mnie -
Proste wieści pełnej Majestatu
Natury - notowane skromnie -
Rękom, których nie ujrzę,
Powierzam jej przesłanie -
Osądzajcie mnie łagodnie - ziomkowie -
Z miłości dla niej.
[nap. 1862, odn. 1890; tł. Ludmiła Marjańska]
* * * * *
To wszystko - to mój list do Świata,
Co nigdy nie pisał do mnie -
Proste Nowiny - wysławiane
Łagodnie i dostojnie -
Natura składa w inne Dłonie -
Dla mnie niedostrzegalne -
Przez miłość dla Niej - współziomkowie -
Sądźcie mnie - wyrozumiale -
[tł. Stanisław Barańczak]
# 449
(I died for Beauty -- but was scarce)
Zmarłam szukając Piękna - ale
Gdy się mościłam w mrokach Grobu -
Kogoś, kto zmarł szukając Prawdy,
Złożono w Pomieszczeniu obok -
Zapytał - co mnie uśmierciło -
Odpowiedziałam - "Piękno" -
"Mnie - Prawda - one są Tym Samym -
Jesteśmy Rodzeństwem" - szepnął -
I tak gwarzyliśmy - przez Noc -
Przez Ścianę gliny - blisko -
Aż Mech dosięgnął naszych ust -
I zarósł - nasze nazwiska -
[tł. Stanisław Barańczak]
* * * * *
Dałam życie za Piękno,
lecz zaledwie zaznałam grobu,
ktoś, kto umarł za Prawdę,
złożony został obok.
Spytał cicho, za com zginęła.
Odpowiedziałam: "Za Piękno."
"Ja za Prawdę, a to dwoje jest jednią -
rzekł - więceśmy rodzeństwem".
I jak krewni przy spotkaniu
tak długo gwarzyliśmy w krypcie,
aż mech zarósł zwierzające się wargi
i nasze miana przykrył.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 465
(I heard a Fly buzz -- when I died --)
Przez śmierć słyszałam Brzęk Muchy -
Pokój dokoła zamilkł -
Tak Burza - cichnie na moment
Pomiędzy dwoma Zrywami -
Oczom obecnych - Łez zbrakło -
Oddechy - zbierały wszystkie
Siły - na Najście ostatnie -
Gdy Król ma zjawić się w Izbie -
Rozdałam już Testamentem
Pamiątki po sobie - tę całą
Porcję Mnie - którą mogłam Zapisać -
I wtedy - Mucha się wdała
Niebieskim, niepewnym Brzękiem
Pomiędzy mnie a światło -
Potem Okna zgasły - a potem
Już nic nie widziałam - patrząc -
[tł. Stanisław Barańczak]
* * * * *
Umarła, muchy słyszałam brzęk;
cisza dokoła trupa
była jak cisza powietrznych stref
pośród wichury wybuchów.
Oczy obecnych wyschły od łez,
już spokoju nabierał oddech,
bo miał się zacząć szturmu kres,
co twierdzę królowi podda.
Zleciłam była wszelki mój skarb,
zapisałam wszystko, co moje,
i wtedy nagły urwany brzęk
konającą zaniepokoił.
Wdał się niepewny muszy lot
pomiędzy mnie a światło
i nie widziałam więcej nic
przez okna, które zgasły.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 466
('T is little I could care for pearls - Real Riches)
Po cóż mam dbać o perły -
Gdy mam hojne morze na własność -
Czy o brosze - gdy na mnie sypie
Władca - rubinów jasność -
Czy o złoto - ja, książę kopalni -
O diamenty - skoro mam diadem
Zdolny stać się wiecznotrwałym
Sklepieniem dla mnie -
[nap. 1862, odn. 1896; tł. Ludmiła Marjańska]
# 467
(We do not play on Graves --)
Grób - to nie miejsce na Zabawy -
Za mało Przestrzeni - na nim -
Nierówny Grunt - i wciąż jesteśmy
Z nastroju wytrącani
Przez Ludzi - składających Kwiaty
Z tak ciężkim smutkiem w twarzy -
Że grozi nam - iż głaz ich Serca
Naszą zabawę zmiażdży -
Więc odsuwamy się - na dystans
Wrogości - i tylko zerkamy
W tył - dla sprawdzenia, czy odległość
Wciąż ta sama - Czasami
[tł. Stanisław Barańczak]
# 470
(I am alive - I guess)
Żyję - tak mi się zdaje -
Gałązki żył na dłoni
Pełne Porannych Blasków -
A w czubkach palców płonie
Karmin - i ciepło mrowi -
Kiedy do ust Lusterko
Przykładam - jak czyni Lekarz -
Szkło pokrywa się mgiełką -
Żyję - jeszcze się dla mnie
Ten Pokój nie otworzył -
Salon zazwyczaj nim bywa -
Gdzie można Wizytę złożyć -
Pochylić się - i spojrzeć z boku -
I rzucić - "Jakież zimne" -
I - "Czy przytomne było - wchodząc
W Nieśmiertelności krainę?"
Żyję - bo jeszcze przecież
Nie mam na własność Domu -
Który mnie tylko się należy -
A oprócz mnie - nikomu -
Z nazwiskiem - które mam od dziecka -
By żaden Gość nie musiał
Szukać mych Drzwi - do cudzych trafiać -
Próbować innego Klucza -
Jak to dobrze - być żywą - podwójnie -
Jak nieskończenie - mieć obie
Formy narodzin - te zwykłe -
I drugie - w Tobie!
[tł. Stanisław Barańczak]
# 478
(I had no time to hate, because)
Nie miałam czasu na nienawiść -
Grób stawał mi na przeszkodzie -
Nie wystarczało życia, by
Żywić do końca myśli wrogie -
I kochać też nie miałam czasu -
Ale że trzeba mieć zajęcie -
Tej odrobinie trudu przecież
Musiałam go poświęcić -
[nap. 1862, odn. 1890; tł. Ludmiła Marjańska]
* * * * *
Nie miałam czasu na Nienawiść -
Bo
Grób mi był Przegrodą -
Życie nie było
Dość pojemne -
Aby w nim zmieścić - Wrogość -
Na Miłość też nie było czasu -
Lecz
W braku lepszego Zadania -
Myślałam -
Może mi wystarczy
Sam Mozół Jej Szukania -
[tł. Stanisław Barańczak]
* * * * *
Nie zdążyłam nienawidzić,
bo zbyt wczesny groził grób,
a życie - nie dość długie
na wrogości wiecznej ślub.
Nie zdążyłam też kochać, lecz skoro
czymś się zająć wypadło,
to już ten drobny trud miłości
najlepiej mi odpowiadał.
[tł. Kaziemiera Iłłakowiczówna]
# 479
(She dealt her pretty words like Blades)
Wymierzała słówka jak ostrza -
Aż lśniły od uprzejmości -
A każde odsłaniało nerw -
Pożądliwie sięgało kości -
Nie osądzała - raniła -
A to - nie sprawa stali -
Wulgarny grymas w ciele -
Źle to znoszą stworzenia - pali -
Zadać ból - rzecz ludzka, choć niegrzeczna -
Zwykle w oczach bielmo -
Przywykli doń - śmierć dopiero -
Zdejmie je z oczu śmiertelnym.
[nap. 1862, odn. 1929; tł. Ludmiła Marjańska]
* * * * *
Jej gładkie słówka - tnące Ostrza -
Tak wdzięcznie migotały -
To Kość trącając - od niechcenia -
To Nerw rozdygotany -
Cóż dla niej - że Ból zadawała -
Dla Stali to nic nie znaczy -
Grymas - to dowód - jak wulgarne
Jest Ciało - jak Życiu brak klasy -
Jest czymś prostackim Obolałość -
Choć ludzkim - Oko Zamglone
To stary Zwyczaj Śmiertelności -
Zamknięcie Okiennic - przed Zgonem.
[tł. Stanisław Barańczak]
# 482
(We Cover Thee -- Sweet Face --)
Zakrywam cię, słodka twarzy,
nie dlatego, byśmy mieli cię dość,
lecz po to, by cię nie znużyć;
pamiętaj, uchodząc stąd,
że ciągniemy za tobą, aż
przestanie nas dosięgać twój wzrok.
A wtedy wrócimy się społem,
by w pamięci utwierdzić cię znów
i żałować, że wśród nas żyjącej
miłości skąpiliśmy tu.
Dziś dalibyśmy - stokrotnie wzmożoną,
gdybyś tylko zechciała ją wziąć.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 486
(I was the slightest in the House --)
Najmniej znaczyłam w całym domu -
Zajmowałam najmniejszy pokój -
Nocą - moja lampka i książki-
Geranium na oknie - spokój -
Tak urządzona mogłam trafiać
Na źródło - wciąż biło blisko -
Jeszcze mój koszyk - niech pomyślę -
Tak - to już wszystko -
Nic nie mówiłam - niepytana -
Zagadnięta - cicho szeptałam -
Nie znosiłam głośnego życia -
I zawstydzał mnie hałas -
Gdyby to było trochę bliżej -
I był ktoś ze mną w tej podróży -
Myślałam często - jak mogłabym
Niepostrzeżenie umrzeć -
[nap. 1862, odn. 1945; tł. Ludmiła Marjańska]
# 494
(Going to Him! Happy letter!)
Do niego? Szczęsny! Więc opowiedz
stroniczkę mu nie dopisaną;
niech wie, żem dała składnię samą,
zaimków zaś i czasownika
brak tam. "Z pośpiechu", rzeknij, "palce
drętwiały jej, to biegły szybko,
aż ja, list, byłbym pragnął oczu,
by poznać powód tej emocji."
Powiedz mu, żem niewprawna, listku,
bo zdradzał to trud wysłowienia,
boś słyszał ostry chrzęst odzienia,
jak gdyby tępy uczeń pisał.
Prawie ci było żal dziecięcia...
Powiedz... Nie... Lepiej się wykręcaj,
bo gdy będziemy nadto szczerzy,
serce mu może pęknąć, wierzaj.
Powiedz mu, że przed twym kresem kres nocy
nadszedł i zegar już ogłaszał świt,
więc tyś się znużył, o spoczynek prosił
i pojąć nie mógł, po co tyle zwłoki.
Opowiedz mu, jakem kładła pieczęcie...
Lecz jeśli spyta, kędyś leżał schowan
do jutra, listu mój, drocz się najpiękniej
i z kokieterią chciej potrząsać głową.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
# 498
(I envy Seas, whereon He rides --)
Zazdroszczę morzom, po których pływa,
zazdroszczę szprychom tych
pojazdów, jakich jeżdżąc używa,
i wzgórzom, których szczyt
zaglądać może do przejezdnych
tak łatwo i bez potrzeby,
gdzie mnie ten widok jest wzbroniony
i zakazane niebo.
Zazdroszczę gniazdom wróbli,
tym kropkom na jego strzesze,
szczęśliwej musze na tych szybach
i liścia gęstej rzeszy,
która tuż nad jego oknem
z wakacji letnich korzysta,
czego i za skarby Pizarra
nie mogłabym ja uzyskać.
Zazdroszczę światłu, co go budzi,
i dzwonom dźwięczącym śmiało,
by oznajmić mu południa czas.
A wszak to i ja bym umiała!
Lecz niech raczej kwiat mój opadnie,
poginą ule pszczele,
niżby południe miało mnie wtrącić w noc
wieczystą wraz z Gabrielem.
[tł. Kazimiera Iłłakowiczówna]
Emily